Śliwowica Łącka

W dniu 10 października 2005 roku na Listę Produktów Tradycyjnych została wpisana w kategorii Napoje (alkoholowe i bezalkoholowe): "Śliwowica Łącka" (woj. małopolskie)

sliw

Opis produktu:

  1. Nazwa produktu: Śliwowica Łącka    
  2. Rodzaj produktu: Napoje (alkoholowe i bezalkoholowe)       
  3. Charakterystyka produktu rolnego: 
  • Barwa (zewnętrzna i na przekroju): Bezbarwna, przechodząca w kolor żółtawy.
  • Konsystencja, „wrażenie w dotyku”: Konsystencja płynna     
  • Smak i zapach: Charakterystyczny, wyraźnie śliwkowy aromat. Niepowtarzalny, dość łagodny smak. Zawartość alkoholu powyżej 70%

          
Tradycja, pochodzenie oraz historia produktu rolnego, środka spożywczego lub napoju spirytusowego:
      
Jak wynika z przekazów historycznych uprawa śliwek w rejonie łąckim znana była już w XII wieku. Suszone owoce transportowano drogą wodną do innych krajów Europy (Ziobrowski, 1949), popularne było również wytwarzanie powideł. Brak jest jednak bliższych informacji z tego okresu czy znano już na terenie łąckim technologię „upłynniania” śliwek (Kurzeja, 1979). W XVII i XVIII wieku istniały już duże sady śliw i jabłoni. Przypuszcza się, że część owoców przeznaczona była na produkcję śliwowicy (Stamirski, 1966).

W roku 1830 zamieszkał w Łącku sekretarz dóbr komunalnych, założył szkółkę drzew owocowych, a nowe odmiany śliw, jabłoni i gruszek sprzedawał nawet poza granicami Polski (Ziobrowski, 1949). Rodzinne przekazy dzisiejszych mieszkańców Łącka sięgają przełomu ubiegłego i naszego stulecia. Wówczas to parafialne grunty wzięła w dzierżawę żydowska rodzina Grossbardów. Wtedy to łącki proboszcz, ksiądz Korab Pociełowski nie miał nic przeciwko temu, by rodzina ta na „księżnym” folwarku urządziła gorzelnię. Tak więc w latach 1882 – 1912 na terenie gminy znajdowała się wytwórnia śliwowicy, której właścicielem był Samuel Grossbard, gorzelnikiem zaś Salomon Goldchein. Gorzelnia wyrabiała Śliwowicę Pejseczną, którą rozprowadzano do sklepów i wyszynków w Łącku, jak też wywożono dalej. Butelki ze Śliwowicą Pejseczną posiadały pierwszą w historii tego trunku etykietę. Gorzelnia stanowiła główne źródło dochodów gminy na podstawie tzw. ustawy o propinacji. Propinatorami na terenie Łącka byli Żydzi, którzy mieli wszelkie prawa związane ze sprowadzaniem i sprzedażą napojów alkoholowych. Inni mieszkańcy mogli sprowadzać alkohol tylko w wyjątkowych sytuacjach – zazwyczaj na wesela (Kurzeja, 1978). Chłopi często obchodzili nałożone rygory produkując wódkę własnym sumptem, tzw. bimber produkowano go pokątnie z owoców i żyta (Baziak, 1990). Po śmierci księdza Koraba Pociełowskiego(1912) do Łącka sprowadził się ksiądz Piaskow, mający inny stosunek do wytwarzania w tym rejonie napojów alkoholowych. Potępiał on produkcję śliwowicy.

Dalszy ciąg historii Śliwowicy Łąckiej przed drugą Wojną Światową związany jest z osobą Inkasa Ferbera, który ożenił się z córką Samuela Grossbarda. Prowadził on produkcję Koszernej Śliwowicy na skalę przemysłową. Zanim jednak to nastąpiło musiał poczekać, aż postawa księdza Jana Piaskowego zostanie zapomniana. Sprzyjała temu sytuacja prawna; grunty parafialne w większości przejęła gromada i wydzierżawiła Ferberowi, który zaczął skupować śliwki i przerabiać je w gorzelni. Prawdopodobnie opracował on technikę odpędzania, znaną i stosowaną również przez dzisiejszych mieszkańców (Baziak, 1990). Do produkcji śliwowicy używał owoców tylko najlepszego gatunku, fermentacja przebiegała spontanicznie, a do odpędu stosował naczynia miedziane. Odpęd prowadzony był bardzo powoli z wykorzystaniem tylko frakcji środkowej. Gotowy alkohol długo leżakował w dębowych beczkach, po czym rozlewany był do firmowych butelek. Większość produkcji wysyłano na eksport, głównie do Palestyny (Ziobrowski, 1949). Zakład Ferbera wytwarzał rocznie około 2000 dm³ śliwowicy, jednak produkcja została wstrzymana z powodu wybuchu II Wojny Światowej.

Po II wojnie śliwowica często nazywana jest krasilicą. Termin ten utworzono od słynnego powiedzenia: Daje krzepę, krasi lica nasza Łącka Śliwowica. Jak mawiają łąccy górale: krasilica jest wódką, którą upijać się nie wolno, należy ją smakować jak najprzedniejszy koniak, a przy smakowaniu trzeba uważać bo zdradliwa beskurcyja okropnie. Łagodnie przechodzi przez gardło, mocy się jej absolutnie nie czuje, zostawia w ustach cudowny smak i zapach, a jeśli się o jeden kusztyczek za dużo wychyli, zwala z nóg jak snopek owsa.

Od czasu, kiedy w Łącku pojawiła się etykieta Śliwowicy Pejsecznej, narodziła się tradycja projektowania własnych etykiet. Własna etykieta była symbolem wysokiej jakości oraz dowodem na to, że producent ma wysokie kwalifikacje. Wytwarzanie etykiet było bardzo proste bo polegało na odbiciu pieczątki na papierze. Często etykiety malowano własnoręcznie, co gwarantowało ich niepowtarzalność. Obecnie wytwarzana śliwowica posiada etykiety tradycyjne lub też drukowane nowoczesnymi technikami.

Podziel się: